Witajcie w świecie ujemnych stóp procentowych

Coś, co jeszcze kilka lat temu byłoby czystą fantastyką, właśnie stało się rzeczywistością. Ujemne stopy procentowe na dobre zagościły w świecie finansów, wprawiając w konsternację inwestorów, bankierów i ekonomistów.

Witajcie w świecie ujemnych stóp procentowych
Witajcie w świecie ujemnych stóp procentowych

Studentów ekonomii uczono, że cena nie może być ujemna. A tym bardziej cena pieniądza, czyli stopa procentowa. Ujemne stopy to absurd – pod tym zdaniem jeszcze kilka lat temu podpisałby się chyba każdy ekonomista i finansista. A dziś to rzeczywistość dotycząca jednej szóstej długu publicznego, który notowany jest przy ujemnych rentownościach. Mowa tu o astronomicznej kwocie 3,5 biliona dolarów nominalnych zobowiązań państw, głównie europejskich.

Przykłady? Obligacje niemieckie do 6 lat włącznie przynoszą ujemną rentowność, co oznacza, że rządowi RFN trzeba płacić za przechowanie pieniędzy. W przypadku Francji dotyczy to papierów z zapadalnością do 4 lat włącznie. W lutym Finlandia została pierwszym państwem, które sprzedało na rynku pierwotnym obligacje 5-letnie przy średniej ujemnej dochodowości. Ujemne stopy procentowe wprowadziły także banki centralne Danii i Szwecji.

Ale absurd ujemnej rentowności jest najlepiej widoczny w Szwajcarii, gdzie po uwolnieniu kursu franka rentowności obligacji praktycznie na całej długości krzywej (z 10-latkami włącznie) znalazły się poniżej zera. Wspinaczką po górach szaleństwa jest obserwacja trzymiesięcznego Liboru CHF, który na skutek decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego spadł w okolice -0,9%, co wzbudziło konsternację w polskich bankach. Pojawiły się bowiem sytuacje, gdy dłużnik hipoteczny powinien otrzymać… ujemną stopę procentową (gdy marża banku jest mniejsza niż 0,9%).

Orzeł: wygrywa bank. Reszka: przegrywa klient

Polityka ujemnych stóp procentowych (z ang. NIRP – negative interest rates policy) jest twórczym rozwinięciem ZIRP (ang. zero interest rate policy), nazywanej też represją finansową. To sytuacja, gdy decyzje banku centralnego zmuszają posiadaczy kapitału do podjęcia niechcianego i niekorzystnego dla nich wyboru: albo godzisz się na realną utratę części kapitału (w ZIRP poprzez inflację, a w NIRP już nawet w kategoriach nominalnych), albo podejmujesz spekulację na rynkach kapitałowych w walce o nieujemną realną stopę zwrotu. Ukrytym, ale nadrzędnym, celem represji finansowej jest wykreowanie taniego finansowania wydatków państwa.

Zerowe stopy procentowe nie są dziełem rynku, lecz skutkiem arbitralnych decyzji wąskiej grupy bankierów centralnych. Czyli politycznie mianowanych urzędników działających w interesie kartelu bankowego, dla których absolutnymi priorytetami są bezpieczeństwo banków i wypłacalność państwa.

Na polityce represji finansowej zyskują tylko dwie grupy: dłużnicy (w tym przede wszystkim rządy) oraz banki, które mogą produkować więcej długu i zarabiać na prowizjach od handlu akcjami, obligacjami i instrumentami pochodnymi. A stąd już krótka droga bardzo do dochodowych, choć niezbyt legalnych praktyk bankowych.

Skutki zastraszania kapitału

Polityka NIRP prowadzi do negatywnych, choć obecnie jeszcze trudnych do wyobrażenia, skutków. Pęczniejące jak okiem sięgnąć bańki spekulacyjne (akcje, obligacje, nieruchomości) to efekt 6 lat utrzymywania stóp procentowych na zerze i „drukowania pieniędzy” (QE) w USA, Wlk. Brytanii, Japonii i od niedawna także w strefie euro. Ale w styczniu banki centralne postąpiły krok naprzód: zaordynowano, że za pożyczanie pieniędzy ma płacić ich właściciel, a nie dłużnik.

Co to w praktyce oznacza? Czy klient banku pożyczający 100 franków odda 99? Przecież to nie ma sensu i nikt takiej pożyczki nie udzieli. Co nie wyklucza wprowadzenia odpłatności przez bank za przyjmowanie depozytów – czy to w postaci ujemnego oprocentowania, czy dodatkowych opłat. Tylko kto wtedy będzie trzymał pieniądze w banku? Czy nie lepiej będzie umieścić je w słoiku i zakopać w ogródku? Będzie to opcja bezpieczniejsza (choć mniej wygodna) i znacznie tańsza.

O ile w ujęciu mikro sprawa jawi się jako czysty absurd, to w skali makro reakcje obronne właścicieli kapitału mogą przynieść katastrofalne skutki. Przymuszony przez NIRP posiadacz gotówki będzie chciał wsadzić ją gdziekolwiek, gdzie tylko nie będzie musiał za to płacić: w nieruchomości, na giełdę, a w ostateczności nawet w złoto lub srebro.

Ale jeśli nadal będzie kupował obligacje przy ujemnych rentownościach (a część inwestorów instytucjonalnych – jak banki czy fundusze – jest do tego zmuszona własnymi statutami lub regulacjami administracyjnymi), to uruchomiony zostanie proces destrukcji kapitału, czyli jednego z głównych czynników wzrostu gospodarczego. Właściciel kapitału „inwestując” go przy ujemnej stopie, traci możliwość jego pełnego odtworzenia. Bo jego część zostanie „skonsumowana” przez dłużnika, którym nierzadko bywa… rząd.

NIRP to zarazem gotowa recepta na zatrzymanie akcji kredytowej przy równoczesnym wzmocnieniu popytu na kredyt, co może prowadzić do pojawienia się niedoborów tego ostatniego. Czyli sytuacji jak z późnego PRL-u, gdy wszyscy mieli mnóstwo pieniędzy, za które nic nie dało się kupić.

Co zrobić z pieniędzmi?

Nie podejmę się prognozowania, jak to się może skończyć. Ale jestem przekonany, że nie skończy się dobrze. A już na pewno nie dla zwykłych zjadaczy chleba, którzy ulokowali swoje oszczędności w „bezpiecznych” papierach skarbowych lub na bankowych lokatach. Z tych klas aktywów radziłbym się ewakuować możliwie szybko i możliwie daleko.

Pytanie tylko gdzie konkretnie? Czy kupować mocno przewartościowane akcje, będąc w pełni świadomy ryzyka uczestnictwa w bańce spekulacyjnej dmuchanej na Wall Street, w Tokio i we Frankfurcie? Czy warto zainwestować w bijącą historyczne rekordy cenowe polską ziemię rolną, czy lepiej w drogie mieszkania przy spadającej liczbie ludności? A może w akcie desperacji kupić trochę złota i ulokować je w tzw. „banku ziemskim”? Trudno tu o dobre odpowiedzi. Tym bardziej, że o nadchodzącym krachu NIRP nie zostaniemy poinformowani awansem.

Krzysztof Kolany

źródło

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *