UFO na dziełach sztuki sprzed wieków

Wielu dawnych artystów uwieczniło na swoich dziełach zagadkowe obiekty, które współczesnym ludziom przypominają „latające talerze”. Czy mistrzowie sprzed wieków chcieli dać do zrozumienia potomnym, że i oni widywali UFO?

Pewnej nocy w 1513 r. Michał Anioł miał zaobserwować nad Rzymem przedziwne zjawisko. Był to „trójkątny znak z trzema ogonami”: srebrzystym, czerwonym i ognistym. Artysta miał być pod dużym wrażeniem i sporządził nawet rysunek obiektu, który niestety zaginął. Inni twórcy, mniej lub bardziej znani, również umieszczali na swych obrazach czy freskach dziwne obiekty latające. Ich dzieła zmuszają do zadania pytania, czy chcieli oni w ten sposób dać do zrozumienia przyszłym pokoleniom, że także za ich czasów widywano na niebie „latające spodki”?

Zwolennicy teorii o paleokontakcie twierdzą, że u zarania dziejów Ziemię odwiedzali przybysze z kosmosu, a pamięć o tych doniosłych wydarzeniach zachowała się w sztuce naskalnej. Do najsłynniejszych prehistorycznych wyobrażeń mających przedstawiać Obcych należy para „astronautów” z Val Camonica – jeden z tysięcy rysunków naskalnych z tej doliny w środkowych Alpach. Przedstawia on dwie wysokie postaci o nogach lekko ugiętych w kolanach, noszące nakrycia głowy przypominające hełmy-bańki. Petroglify, które zdaniem zwolenników teorii paleokontaktu przedstawiają latające spodki i ich pasażerów znaleźć można również w peruwiańskim Toro Muerto k. Arequipy.

Visoki Dečani to główny monaster Serbskiej Cerkwi Prawosławnej leżący obecnie na terenie Kosowa. Zbudowana w XIV stuleciu świątynia znajduje się na Liście światowego dziedzictwa UNESCO, głównie ze względu na bezcenny zbiór fresków ilustrujących wydarzenia z Nowego Testamentu. Na fresku przedstawiającym ukrzyżowanie Chrystusa znajdują się dwa oryginalnie wyglądające „pojazdy” przelatujące nad zebranym na Golgocie tłumem. Jeden przypomina kometę, a drugi wygląda nieco jak Sputnik 1. Wewnątrz obiektów znajdują się „pilotujący je” ludzie. To, że ich wizerunki nie pasują do tej sceny, ale raczej do dzieła science-fiction miał zauważyć w latach 60. ub. wieku pewien student. Od tamtego czasu fresk z monastyru stał się sławny wśród entuzjastów ufologii, choć dla znawców sztuki sakralnej UFO z Visoki Dečani to po prostu niekonwencjonalnie przedstawieni aniołowie.

Zwiastowanie ze św. Emidiuszem to dzieło renesansowego malarza Carlo Crivellego, znane jest wśród historyków sztuki jako przykład nowatorskiego podejścia do perspektywy oraz gry świateł. Uwagę zwraca też jego bogata symbolika. Dla pasjonatów ufologii jest to z kolei jeden z najbardziej jaskrawych dowodów na to, że obiekty UFO widywane były również przed setkami lat. Na obrazie powstałym ok. 1486 r. autor przedstawia Zwiastowanie Maryi, na którą spływa promień złotego światła z widocznego między chmurami „obiektu” wyglądającego jak latający spodek. Niedaleko Matki Bożej znajduje się archanioł Gabriel oraz św. Emidiusz – biskup-męczennik i patron miasta Ascoli Piceno, gdzie pierwotnie znajdował się ów obraz. Czym jest tajemniczy promień? Sceptycy twierdzą, że to nie latający talerz, tylko otwarte niebiosa, a smuga światła to powszechny motyw w sztuce sakralnej pojawiający się na wielu innych dziełach.

Inne renesansowe malowidło, na którym entuzjaści ufologii dopatrują się obiektu UFO przedstawia Maryję i Dzieciątko w towarzystwie małego Jana Chrzciciela. Obraz przypisywany jest przez niektórych mistrzowi Domenico Ghirlandaio – nauczycielowi Michała Anioła, choć według innych źródeł jest to dzieło Jacopo del Sellaio lub Sebastiana Mainardiego. Układ kompozycji zakłóca obecność dziwnego, nieco szpecącego całość, obiektu. Jest to owal w kolorze ołowiu, emitujący promienie lub iskry. Nie jest to raczej żadne ciało niebieskie. Co więc uwiecznił artysta? Możliwości jest kilka. Jest to albo rzeczywiste upamiętnienie obserwacji latającego spodka, albo (jak twierdzą znawcy sztuki) symboliczne przedstawienie boskiej obecności bądź odniesienie do stosów, na jakich płonęli w tamtym czasie we Florencji (gdzie prawdopodobnie obraz powstał) przeciwnicy Kościoła.

Pierwszy rzut oka na obraz pt. „Chrzest Chrystusa” (ok. 1710) autorstwa Holendra Aerta de Geldera (ucznia Rembrandta i jego naśladowcy) może budzić niedowierzanie. Dwie centralne postaci obrazu – Jezusa i Jana Chrzciciela rozświetlają promienie z latającego dysku wyłaniającego się z szarawego nieba. Scena jest niezwykle sugestywna i od lat stanowi przedmiot dyskusji wśród ufologów. Czy de Gelder chciał w ten sposób dać do zrozumienia, że i za jego czasów w przestrzeni powietrznej krążyły machiny nie pochodzące z tego świata? Sceptycy sugerują, że w tym przypadku znowu nie chodzi o UFO, tylko o wybujałą wyobraźnię współczesnych ludzi, którzy dopatrują się kosmitów tam, gdzie ich nie ma. W centrum domniemanego latającego talerza (w rzeczywistości otwartych niebios) widnieje bowiem gołębica – symbol Ducha Świętego, która według Ewangelii miała pojawić się nad Jordanem w momencie chrztu Jezusa.

W internecie od lat krążą zdjęcia „monet” z XVII w., na których widnieje wizerunek czegoś, co do złudzenia przypomina zstępujący z chmur statek kosmiczny. W rzeczywistości nie są to monety ani medale, lecz francuskie pamiątkowe żetony z końca XVII w. Scenie z dziwnym obiektem towarzyszy napis „Opportunus adest” (łac. „Jest tu, gdy go potrzeba”). Choć niektórzy dopatrują się w tym UFO z rzędem świateł na obrzeżu, zdaniem historyków jest to w rzeczywistości tarcza symbolizująca boską opiekę, a inskrypcja odnosi się do treści Psalmu 18, który mówi: „On tarczą dla wszystkich, którzy się doń schronią”.

W zabytkowej, protestanckiej świątyni w siedmiogrodzkim Segieszowie (Sighişoara) znajduje się bardzo nietypowy fresk. Widać na nim budynek, nad którym unosi się srebrzysty obiekt wyglądający jak latający spodek. Podzielony jest on na kilka segmentów i nieco przypomina kwiat. Autorem dzieła jest najprawdopodobniej lokalny artysta z XVII w. Zdaniem miejscowych historyków fresk nie przedstawia jednak UFO, ale stanowi nawiązanie do cytowanego powyżej psalmu albo też obrazuje wniebowzięcie Eliasza.

Według starej legendy, rybacy z prowincji Hitachi we wschodniej części Japonii spostrzegli na morzu połyskujący obiekt. Okazało się, że to dziwaczna łódź, która, co widać na dawnych rycinach, kształtem zbliżona jest do „latającego talerza”. Historia ta pojawia się też w kilku książkach, m.in. w „Ume-no-chiri” z 1844 r., według której zdarzenia te miały miejsce w 1803, a po doholowaniu „łodzi” do brzegu w jej wnętrzu znaleziono „białą jak śnieg” niską kobietę ubraną w dziwaczny strój, mówiącą w języku, którego rybacy nie mogli za nic w świecie zrozumieć. Ostatecznie jeden z nich uznał, że to księżniczka z obcego kraju, którą skazano na śmierć za jakieś srogie przewinienie, więc jej statek zepchnięto z powrotem na morze. Według entuzjastów ufologii legenda może mieć ugruntowanie w rzeczywistości i odnosi się do znalezienia ufonauty z rozbitego latającego spodka.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *