Religijna sekta Najwyższa Prawda istnieje w Japonii do dzisiaj pod nazwą Aleph

Japońska sekta religijna „Najwyższa Prawda” (Om Shin Rikyo) – która w 1995 roku dokonała makabrycznego zamachu w tokijskim metrze – istnieje do dzisiaj pod nazwą „Aleph”. To japońskie kuriozum, które ciężko wyjaśnić w sposób racjonalny.

Religijna sekta Najwyższa Prawda istnieje w Japonii do dzisiaj pod nazwą Aleph
Religijna sekta Najwyższa Prawda istnieje w Japonii do dzisiaj pod nazwą Aleph

Shoko Asahara – guru sekty – obwołał się mesjaszem. Omotał umysły 40 tys. Japończyków, którzy uwierzyli, że III wojnę światową przetrwają tylko wybrańcy przez niego oświeceni. Zamach w tokijskim metrze w 1995 roku miał być pierwszym krokiem do zbawczej apokalipsy.

Rankiem – 20 marca 1995 r. – pięciu wiernych wyznawców zbrodniczej sekty religijnej skierowało się do tokijskiego metra. O godzinie 8 zamachowcy mieli przekłuć torebki z sarinem i wyjść z wagonów. W razie problemów mieli wstrzyknąć sobie antidotum. Sarin miał się uwalniać powoli z foliowych opakowań i rozprzestrzenić po całym metrze, gdzie o tej porze przebywało zwykle mnóstwo Japończyków.

Najspokojniejszym zamachowcem był Yasuo Hayashi. Miał wówczas 37 lat i ukończone studia w zakresie badań nad sztuczną inteligencją.

Kenichi Hirose był 30-letnim doktorem fizyki na elitarnym Uniwersytecie Waseda i pomagał w produkcji śmiercionośnego gazu.

„Zazdrościłem ludziom, którzy wychodzili z metra – opowiadał później. – Wmawiałem sobie jednak, że to jedyna droga do zbawienia. Nauczono nas, że ludzkie emocje wynikają z błędnego postrzegania rzeczywistości, że powinniśmy zwalczać nasze uczucia” – miał mówić później Hirose.

Ikuo Hayashi – były kardiolog – okazał się najsłabszym wyznawcą. Pięć lat wcześniej porzucił swój zawód i rodzinę, oraz oddał majątek religijnej sekcie. W dniu ataku na metro miał 48 lat i resztki etyki zawodowej. Hayashi odnalazł w sobie makabryczny kompromis – z jednej strony przypomniał sobie, że miał ratować ludzi, a nie odbierać im życie, a z drugiej ufał szalonemu, religijnemu guru.

Toru Toyoda był 27-letnim fizykiem i jednym z producentów sarinu. Nie widział on niczego złego w bezkrytycznym posłuszeństwie guru, ponieważ jako osoba dopuszczona do najbliższego kręgu mógł doświadczać telepatycznego kontaktu z Asaharą. Był zatem spokojny i metodycznie wykonywał zadanie.

Ostatnim zamachowcem był Masato Yokoyama – 31-letni absolwent fizyki stosowanej na Uniwersytecie Tokai. Wsiadł do pociągu linii Hibiya, zmierzającego do centrum Tokyo. Yokoyama przekłuł jedną paczkę z sarinem i tym samym spowodował najmniejsze szkody na swoim odcinku.

Bezpośrednio w wyniku zamachu śmierć poniosło 12 osób. Jednak ofiar było i jest znacznie więcej. Około 6 tys. osób cierpi z powodu powikłań po kontakcie z sarinem. Sarin nie ma zapachu ani barwy, więc ofiary nie miały pojęcia, co się z nimi działo i skąd nadeszła śmierć.

Shoko Asahara (naprawdę Chizuo Matsumoto) uważał się za wcielenie Shivy i Chrystusa. Religia Asahary to mieszanka ezoteryki i elementów głównych religii świata – chrześcijaństwa i buddyzmu – oraz pseudonauki i przepowiedni Nostradamusa.

Pomimo silnej psychozy wewnątrz sekty pojawiały się przecieki informujące o produkcji sarinu, gromadzeniu arsenału i o realnym zagrożeniu atakiem ze strony sekty. Brak reakcji policji można tłumaczyć jedynie podejściem do zgromadzeń religijnych, jakie wytworzyło się po II wojnie światowej. Praktycznie stały się one w Japonii nietykalne.

Dwa dni po zamachu 2,5 tys. policjantów zajęło siedziby religijnej sekty w Japonii. Zabezpieczono chemikalia i sprzęt. Znaleziono też rosyjski śmigłowiec mający w przyszłości rozpylić sarin nad Tokyo. Asahara został aresztowany dopiero 16 maja 1995 r. Po tym fakcie sekta jeszcze czterokrotnie próbowała dokonać zamachów na tokijskie metro, w tym dwa razy przy użyciu cyklonu B. Aresztowano i skazano ponad 400 osób. Proces guru trwał osiem lat i zakończył się wyrokiem śmierci, podobnie jak w wypadku czterech zamachowców. Jedynie były kardiolog, dzięki współpracy z policją otrzymał karę dożywotniego więzienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *