Polska pobiła rekord w produkcji… ustaw

Gdyby każdy konsument lub przedsiębiorca chciał być na bieżąco ze zmianami, jakie zachodzą w prawie, musiałby codziennie przeczytać 103 strony maszynopisu publikowane w Dzienniku Ustaw, co zajęłoby mu 3,5 godziny każdego dnia. Na przestrzeni ostatnich 90 lat rekord w „produkcji” ustaw pobił rząd Donalda Tuska, któremu do pięt nie dorasta nawet reformatorski rząd Władysława Grabskiego czy Józefa Piłsudskiego.

Polska pobiła rekord w produkcji… ustaw
Polska pobiła rekord w produkcji… ustaw

2014 rok był w Polsce rekordowy. Jednak z tego rekordu nie mamy powodu być dumni. Jak wyliczyła firma doradcza Grant Thornton w raporcie „Legislacyjna burza szkodzi polskim firmom”, w ubiegłym roku weszło w życie 1995 aktów prawnych, które zajęły łącznie powierzchnię ponad 25 tys. stron maszynopisu! To najwięcej od 1918 roku.

Żeby zobrazować skalę biurokracji, sterta tych dokumentów tworzyłaby wieżę o wysokości 1,3 metra, a żeby się z nimi zapoznać, każdy przedsiębiorca czy konsument powinien każdego dnia spędzić na lekturze Dziennika Ustaw prawie 3,5 godziny, co w skali roku daje 36 dób. Być może to właśnie powód, dla którego w Polsce tak mocno spada czytelnictwo książek…

Koszmar przedsiębiorców

Spośród ponad 25 tys. stron nowych przepisów, jakie weszły w życie w 2014 roku, niemal 10 tys. stron dotyczyło bezpośrednio działalności przedsiębiorstw. Najczęściej były to przepisy produktowe, prawno-sądowe i infrastrukturalne.

Należy jednak zaznaczyć, że Grant Thornton ujął w swym badaniu jedynie przepisy w firmie ustaw, które muszą być publikowane w Dzienniku Ustaw. A to przecież nie wszystko. Każdy przedsiębiorca powinien być również na bieżąco ze zmianami w prawie wprowadzanymi za pomocą aktów prawnych niższej rangi, a przecież samo Ministerstwo Finansów wydaje rocznie 30 tys. interpretacji podatkowych.

Polska krajem pisarzy i drukarzy?

Pewnym wyjaśnieniem, dlaczego produkujemy tak wiele przepisów jest przystąpienie Polski do Unii Europejskiej i konieczność dostosowania naszego prawa do unijnego. O ile w pierwszej dekadzie transformacji ustrojowej w Polsce wchodziło w życie co roku średnio 3,8 tys. stron nowego prawa, o tyle w latach 2000-2009 było to już średnio 16,5 tys. stron rocznie.

Można jednak uznać, że etap dostosowania się do przepisów unijnych mamy za sobą, tymczasem Dzienniki Ustaw dalej puchną, a rocznie produkujemy już ponad 20 tys. stron przepisów prawnych.

Dlaczego tak się dzieje? Pierwszym powodem, na jaki wskazują doradcy Grant Thornton, jest proces ujednolicania tekstów aktów prawnych, co akurat jest bardzo pozytywne i pożądane. Skala tego zjawiska jest jednak stosunkowo niewielka i tylko nieznacznie wypacza wyniki badania.

Pozostałe powody, dla których urzędnicy piszą i drukują tak dużo przepisów prawa, jest jego niska jakość. Bo przecież jeśli przepis jest niedoskonały lub po prostu zły, to trzeba go często zmieniać, modyfikować lub pisać od nowa. Te częste korekty przepisów są zmorą przedsiębiorców.

– Czasem lepiej nie wprowadzać drobnych zmian w przepisach, nawet na lepsze, jeśli nie mają kluczowego znaczenia, to przynosi więcej szkody niż pożytku, bo utrudnia stosowanie prawa – zaznacza Grzegorz Maślanko, radca prawny i partner Grant Thornton.

Do tego należy jeszcze dołożyć niską świadomość realiów biznesowych tych, którzy prawo stanowią, a nawet wciąż zdarzające się błędy i brak precyzji w tłumaczeniu unijnego prawa na język polski.

Bareja nie wiedział, że przyjdzie Tusk

W 1980 roku, kiedy Stanisław Bareja kręcił legendarnego „Misia”, naśmiewając się z tego, że aparat państwowy za pomocą ustaw i dekretów próbuje regulować każdą dziedzinę życia, władze przyjęły łącznie 326 stron aktów prawnych. Od tamtego czasu „produkcja” regulacji wzrosła aż 79-krotnie, a w życie weszło 304 tys. stron nowych przepisów. Dziś Bareja musiałby nakręcić serial przynajmniej tak długi jak „Moda na sukces”.

Okazuje się, że na przestrzeni ostatnich 90 lat to rząd Donalda Tuska był najbardziej skory do tego, by zmieniać prawo. Kroku dotrzymywał mu Leszek Miller, jednak jego rządy przypadały na czas wejścia Polski do UE, zmiany więc są przynajmniej częściowo uzasadnione.

Oto wyniki poszczególnych premierów, prezydentów i pierwszych sekretarzy, jeśli chodzi o liczbę stron nowego prawa produkowanych średnio co roku:

Liczba stron nowego prawa przyjmowana średnio za czasów poszczególnych rządów
Liczba stron nowego prawa przyjmowana średnio za czasów poszczególnych rządów

– Warto podkreślić, że duża liczba aktów prawnych przyjmowanych przez konkretne rządy nie jest sama w sobie niczym nagannym. Wręcz przeciwnie, chwalebne jest, że politycy i urzędnicy biorą na swoje barki trud naprawiania systemu prawnego w Polsce. Ważne jednak, aby wprowadzane zmiany były dobrze przemyślane i rzetelnie przedyskutowane ze środowiskiem przedsiębiorców oraz by proces wprowadzania zmian był możliwie przejrzysty i uporządkowany. Dzięki temu firmy będą w stanie odpowiednio przygotować się do nowych regulacji – zaznaczają autorzy raportu.

Gorzej niż w Polsce jest tylko w…

Według badania Grant Thornton International, aż 49 proc. szefów średnich i dużych firm w Polsce twierdzi, że biurokracja w istotny sposób przeszkadza w rozwoju ich przedsiębiorstw. Jeszcze gorzej jest zapewne w małych i mikrofirmach, których nie stać na utrzymywanie działów prawnych. To jeden z najwyższych wyników wśród 35 państw objętych badaniem. Większy problem z biurokracją mają tylko firmy w Indiach, Grecji i Włoszech.

źródło

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *