Po emigracji młodych Polaków celem rządzących może być emigracja polskich firm

Lewicowy rząd ma dwie ulubione grupy społeczne, które uwielbiają doić. Są to kierowcy i przedsiębiorcy. Sposób organizacji ucisku względem nich jest bardzo podobny. Walczy się z nimi podatkami oraz sforami urzędników państwowych, którzy w przypadku dróg skrywają się gdzieś za krzakiem z radarem, a w przypadku przedsiębiorców czają się w Urzędach Skarbowych.


Zasubskrybuj mój kanał.

Praktycznie codziennie media zajmujące się tematyką gospodarczą publikują kolejne zdumiewające informacje wskazujące, że władza szykuje się na wojnę z małymi i średnimi firmami. Najpierw jakiś pomysł rozliczania cząstkowego odliczeń VAT. Teraz pojawiły się jeszcze doniesienia o nakazie wyruszenia na polowanie na przedsiębiorców.

Założenie jest takie, że 80% kontroli skarbowych ma się zakończyć obowiązkowym domiarem. Takie są podobno konkluzje narady w Ministerstwie Finansów. Dodatkowo Ministerstwo Finansów zamierza karać urzędy, które będą miały za małe osiągnięcia w gnębieniu podatników, poprzez redukcje etatów. Wyraźnie widać, że nasi oprawcy szykują się do strzyżenia owiec i kto może już powinien myśleć o przeniesieniu swojego biznesu gdzieś do bardziej cywilizowanych krajów. W Polsce prowadzenie biznesu staje się zajęciem dla herosów.

Sytuacja osób, które nie są przedsiębiorcami jest jeszcze gorsza. Pal licho jeszcze pracujący na tak zwanych „śmieciowych” umowach, czyli po prostu normalnych wolnych umowach o pracę. W najgorszej sytuacji są pracownicy etatowi. Oni są wciąż okradani do cna przez państwo, karani są za to, że pracują legalnie właśnie stałym domiarem podatkowym.

Umowy etatowe to istotnie umowy gówniane najgorszego rodzaju. Rządzący wiedzą, że tak jest, dlatego robią co mogą, aby zakończyć możliwość korzystania z wolnych umów „oskładkowując” je, czyli czyniąc równie „gównianymi” jak pieniądze etatowe.

To samo państwo chce zrobić z przedsiębiorcami, chce zrobić z ich biznesu interes „gówniany”, w niepewnym środowisku oczekiwania na kolejną „podatkową inkwizycję”. Tylko czy ta władza, która zna tylko słupki w Excelu, a nie zna krzywej Lafera, przemyślała jakie mogą być konsekwencje zmasowanego ataku na przedsiębiorców? Już nawet nie trzeba zakładać działalności w Wielkiej Brytanii, bliżej są Niemcy, Słowacja, Czechy. Wszędzie tam jest normalniej niż w lewicującej Polsce.

Jest już po wyborach, które spowodowały, że woal „demokratycznej” i „wolnej” republiki okrągłostołowej ostatecznie opadł. Można się jeszcze oszukiwać, ale średnio inteligentny człowiek widzi już, że to właściwie jest PRL turbo. Udział w głosowaniu tak jak wtedy, tak i teraz nie ma sensu, bo ich wynik jest ustalany gdzie indziej… Gdzie? Tego jeszcze dokładnie nie wiadomo, ale raczej nie przy urnach.

Dzisiaj jedną z wiadomości dnia było też proponowanie pozostania przy PRL-owskim Obowiązku Meldunkowym. Relikt ten miał zostać zlikwidowany, ale najwyraźniej urzędnicy będą rekomendowali, aby komunistyczne prawo dalej działało.

Być może ta cała niszcząca kampania dla polskich firm to nie jest przypadek i skutek indolencji, tylko zaplanowana przez kogoś strategia zniechęcania Polaków do przedsiębiorczości. Za pierwszego PRL też zohydzano przedsiębiorców nazywając ich pogardliwie „prywaciarzami”. Teraz usiłuje się zrobić to samo gnębiąc nasze firmy i utrudniając im rozwój barierami biurokratycznymi.

Na emigrację wypchnięto 3 miliony młodych Polaków, to było pewne, że pieniędzy do podziału będzie mniej, a teraz trwa uporczywa walka o pozostanie nad lodem, którą jeszcze jakoś gospodarczo wygrywamy. Jednak, gdy masowo emigrować zaczną też polskie firmy, kłopoty naszej władzy będą nieuniknione, więc wojna z przedsiębiorcami skończy się zmniejszeniem, a nie zwiększeniem wpływów podatkowych…

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *