Miliarderzy chcą kolonizować Marsa

Możliwość kolonizacji Marsa pobudza ludzką wyobraźnię od lat. Nigdy dotąd jednak nie wydawało się to tak realne, jak obecnie. Coraz częściej fantazjują o tym prywatni przedsiębiorcy. Snują oni coraz odważniejsze wizje pokonywania kolejnych granic w kosmosie – w tym zamieszkania na Czerwonej Planecie.

miliarderzy-chca-kolonizowac-marsa

Swój udział w kolonizacji Marsa chcą mieć jedni z najbogatszych ludzi świata – Elon Musk, Jeff Bezos i Richard Branson. Przy czym to przede wszystkim zapał tego pierwszego ściąga na siebie uwagę całego świata. Wizjoner, czy chłodny kalkulator, który zwietrzył w podboju Marsa kolejny, intratny biznes?

Jeśli chodzi o osiedlenie ludzi na Czerwonej Planecie, NASA mocno koncentruje się na warstwie naukowej przedsięwzięcia. Czy ciało i psychika człowieka zdolne są do funkcjonowania na surowej marsjańskiej ziemi, gdzie panują ekstremalnie niskie temperatury i nie ma czym oddychać? Czy planeta, która z dużym prawdopodobieństwem jest martwa, może dawać i utrzymywać życie? Co mamy zrobić, żeby się przygotować i właściwie jak mamy tam bezpiecznie dolecieć? To pytania, na jakie odpowiedź stara się znaleźć amerykańska agencja. Liderzy biznesu z kolei skupiają uwagę na innych kwestiach, chcąc przede wszystkim szybciej pchnąć sprawy do przodu i maksymalnie zredukować koszty. Jak to w biznesie.

Według Muska, proces kolonizacji Marsa przebiegać ma tak, że SpaceX będzie wysyłał rakietę na Marsa co 26 miesięcy, kiedy to obie planety znajdują się najbliżej siebie. Aby można było mówić o stworzeniu cywilizacji na Marsie, trzeba przetransportować z Ziemi łącznie minimum milion ludzi. Gdyby co 26 miesięcy miała latać tylko jedna rakieta, proces zająłby prawie 22 tysiące lat. To nie przejdzie. Musk chce, aby w ciągu 40-100 lat miasto budowane na Marsie stało się zupełnie samowystarczalne. Będzie potrzebował do tego sporo rakiet, co jest równoznaczne z górą pieniędzy. Podczas konferencji w Meksyku Musk ocenił koszt wyprodukowania pierwszej marsjańskiej rakiety na 10 mld dolarów. Ma to być największa rakieta, jaką do tej pory stworzył człowiek i umożliwiać lot nie tylko na Marsa, ale nawet na zlodowaciały księżyc Jupitera. Koszty produkcji z czasem będą maleć, ale jeśli prezes Tesli i SpaceX chciałby z własnej kieszeni zapłacić za pierwszą rakietę, musiałby spieniężyć większość swoich aktywów.

Poza ekscentrycznym prezesem SpaceX, o podboju kosmosu myśli również Jeff Bezos, czwarty najbogatszy człowiek świata, kojarzony przede wszystkim z firmą Amazon. Ale prowadzenie gigantycznej spółki handlowej to nie jedyna działalność Bezosa, bowiem ma on też własną firmę produkującą rakiety – Blue Origin. Bezos mówi, że jego celem jest, aby „miliony ludzi żyły i pracowały w kosmosie”. Nie sprecyzował przy okazji, co dokładnie ma na myśli.

Technologie technologiami, biznes biznesem, ale wszelkie wizje o kolonizacji Marsa czy dłuższych pozaziemskich wakacjach nie przebiją się przez atmosferę, jeśli okaże się, że kosmos nie służy fizyczności. Pracujący dla NASA lekarz Jim Logan powiedział dziennikarzom NBC, że przy zerowej grawitacji seks mógłby być bardzo utrudniony lub niemożliwy, ze względu na zmienioną mechanikę płynów. Idąc dalej tym tropem: czy możliwe jest utrzymanie ciąży i poród na obcej planecie, gdzie jest inne pole grawitacyjne i silne promieniowanie? Na koniec dnia może się okazać, że wielkie ambicje ludzi dotyczące podboju kosmosu zostaną ukrócone przez ich własną biologię.

Te oraz inne wątpliwości dotyczące życia na Marsie sprawiają, że jego kolonizacja jest na razie jedynie wizją Elona Muska – a nie planem. Wizją tyleż piękną i odważną, co dziurawą. Ale wraz z pojawiającymi się odpowiedziami na najważniejsze pytania – na przykład o finansowanie prywatnych lotów na Marsa – dziury w wizji mogą zacząć się wypełniać. A jeśli nie, pozostanie nam latanie do księżycowych hoteli Richarda Bransona. Być może rakietami Jeffa Bezosa.

forbes.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *