Gdzie jest środek wszechświata?

Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra brzmi naprawdę znakomicie: Ty, właśnie Ty, we własnej osobie, znajdujesz się teraz w samym centrum wielkiego wszechświata. Gdybyś dysponował dobrej jakości teleskopem i spojrzał w niebo, zauważyłbyś to samo co w 1924 roku Edwin Hubble – oddalone o miliardy lat świetlnych galaktyki oddalają się od Ciebie.

Gdzie jest środek wszechświata?
Gdzie jest środek wszechświata?

Powstrzymaj się jednak z obwieszczaniem tej nowiny rodzinie i ustawianiem ekstatycznego statusu na fecebooku. Zła wiadomość jest bowiem taka, że Twoja mama, sąsiad i każdy z kolegów, również stanowi pępek wszechświata. Aby zrozumieć o czym piszę, musisz wyobrazić sobie, że wybrana przez Ciebie osoba udaje się na wycieczkę do odległej galaktyki X. Kiedy ona użyje teleskopu, zobaczy to samo zjawisko co Ty, odnosząc wrażenie, że to od niej uciekają galaktyki, w tym nasza Droga Mleczna. Które z was rzeczywiście stoi w „punkcie zero”, tj. miejscu pamiętającym moment wielkiego wybuchu?

Obaj i… żaden. Cały kłopot z „poszukiwaniem” mitycznego centrum wszechświata bierze się ze zbyt dosłownego traktowania nazwy teorii wielkiego wybuchu. Słowo wybuch jest bardzo mylące, a do samej nauki – o czym wielu zapomina – przeniknęło za sprawą szyderstw serwowanych przez sceptyków tej koncepcji, niedługo po jej powstaniu. Kiedy myślimy o wybuchu, mamy przed oczyma klasyczną eksplozję, czyli gwałtowne zdarzenie mające swój początek w konkretnym miejscu i towarzyszące mu emisję energii, zmiany ciśnienia, falę uderzeniową, kulę ognia i tak dalej. Przeciętny człowiek spodziewa się więc jakiegoś, możliwego do wskazania palcem śladu po wielkim wybuchu, czegoś na kształt krateru po uderzeniu meteorytu lub eksplozji bomby.

Równomierne rozmieszczenie galaktyk oraz obserwacje mikrofalowego promieniowania tła, wskazują, iż cała ekspansja wszechświata przebiegała i nadal przebiega według innego schematu. Przechadzając się z licznikiem Geigera po poligonie, na którym testowano kiedyś broń jądrową, z łatwością dojdziemy do mocniej napromieniowanego centrum eksplozji. Tymczasem kosmiczne promieniowanie reliktowe cechuje niesamowita jednorodność. Wszystko dlatego, że wielki wybuch nie odbył się w przestrzeni – on przestrzeń zrodził. Produkty tego procesu, czyli przestrzeń i wypełniająca ją energia, rosły i rosną w każdym miejscu równomiernie. Moment początkowy nie przypominał detonacji dynamitu, a raczej rozciąganie gumy bądź nadmuchiwanie balonu. A gdzie leży punkt centralny równo wzrastającej powierzchni balonu? Oczywiście wszędzie i… nigdzie.

źródło

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *