Brian Cox w świecie fantazji

Brian Cox – brytyjski fizyk i gwiazda telewizji – ze świata nauki przeniósł się w świat fantazji, gdyż twierdzi, że możemy być jedynymi inteligentnymi istotami w galaktyce, a obcy, jeśli istnieli, najprawdopodobniej sami się unicestwili.

brian-cox-w-swiecie-fantazji

Post umieściłem w dziale nauka, bo dotychczas znałem Brian’a Cox’a – naukowca, fizyka. Tym razem jednak Cox dał się ponieść dziecięcej fantazji, która z nauką ma niewiele wspólnego.

Zdaniem prof. Briana Coxa ludzkość musi zmierzyć się z wizją samotności w kosmicznej pustce. Cox twierdzi, że w naszej galaktyce ludzie to jedyne inteligentne i zdolne do budowy cywilizacji istoty. Jeśli istniały starsze inteligentne rasy, raczej już ich nie ma – mówi uczony, wyjaśniając, że postęp zawsze idzie w parze z samozagładą.

– Rozwój nauki i inżynierii wyprzedza rozwój polityczny, co prowadzi do katastrofy – powiedział Cox w wywiadzie dla „Daily Mail”. – Jedno z rozwiązań paradoksu Fermiego mówi, że nie da się utrzymać kontroli nad światem mającym potencjał, by się unicestwić – dodał.

Wykładający na University of Manchester Cox, który zyskał sławę jako prezenter programów naukowych BBC, uznaje również, że życie to w kosmosie bardzo rzadkie zjawisko i wynik zbiegu sprzyjających okoliczności.

– Życie, tak jak gwiazdy i planety, to tylko tymczasowa struktura na długiej drodze od porządku ku chaosowi – stwierdził.

Carl Sagan – znany astronom i popularyzator nauki mawiał jednak, że gdyby kosmos był pozbawiony życia, byłoby to ogromne marnotrawstwo przestrzeni. Choć Cox nie wyklucza, że kosmici mogą istnieć w innej galaktyce (a tych są miliardy), wydaje mu się, że nie ma ich w naszym najbliższym gwiezdnym sąsiedztwie.

„Jeśli założymy, że nie jesteśmy jedyną cywilizacją w galaktyce, kilka innych musiało wyewoluować miliardy lat przed nami. Tylko gdzie one są?” – pytał uczony.

Poglądy Coxa na problem życia pozaziemskiego nie są nowatorskie ani przełomowe. Od dekad nad tym, gdzie są kosmici i dlaczego się z nami nie kontaktują rozmyślają naukowcy, próbujący rozwiązać wspomniany paradoks Fermiego. Nazwa paradoksu wiąże się z postacią włoskiego fizyka noblisty Enrico Fermiego, który w 1950 r., podczas rozmowy z kolegami na temat UFO i obcej inteligencji, miał wykrzyknąć: „No to gdzie oni są!?”.

W praktyce paradoks odnosi się do rozdźwięku między rozmiarami wszechświata i wysokimi szansami na zaistnienie w nim inteligentnych form życia, a brakiem namacalnych śladów obcych. Liczbę pozaziemskich cywilizacji w Drodze Mlecznej próbował oszacować na początku lat 60. astronom Frank Drake, tworząc specjalne równanie, z którego wynikało, że w naszej galaktyce powinny być tysiące inteligentnych ras. Choć równanie Drake’a jest eksperymentem myślowym, jego autor uznał, że nasłuchiwanie kosmosu w poszukiwaniu przekazów radiowych od obcych prędzej czy później musi przynieść sukces.

Przy pomocy Sagana oraz radzieckiego astronoma Iosifa Szkłowskiego, dr Drake zainicjował ponad pół wieku temu projekt SETI (skrót od ang. Poszukiwanie Inteligencji Pozaziemskiej). Niestety, mimo szeroko zakrojonych poszukiwań i tymczasowego włączenia SETI w badania NASA, nie udało się odebrać wyczekiwanego „cześć” od kosmicznej braci. Zdarzały się co prawda pojedyncze sygnały rozbudzające nadzieje (m.in. sygnał „Wow!” odebrany w 1977), ale żaden z nich się nie powtórzył.

Dlaczego więc kosmos milczy, mimo iż powinien tętnić sygnałami obcych? I dlaczego żadna z pozaziemskich ras nie obwieściła nam dotąd swojej obecności? Istnieje kilka możliwych odpowiedzi na te pytania. Pierwsza uznaje, że inteligentne życie pozaziemskie nie istnieje bądź jest tak rzadkie, iż szanse na jego znalezienie w głębi kosmosu są minimalne. Zwolennikami tej opcji są m.in. geolog Peter Ward oraz astrobiolog Donald E. Brownlee, którzy w książce „Rzadka Ziemia” pisali:

„Większe i bardziej kompleksowe organizmy pojawiły się na Ziemi dopiero w jej późnej historii, w ściśle określonych warunkach. Ewolucja i przetrwanie tych wysoce delikatnych form życia jest rezultatem zbiegu okoliczności, jakiego raczej nie należy się spodziewać na obcych planetach”.

Według innej koncepcji, inteligencja w kosmosie dopiero ewoluuje, a Homo sapiens należy do najstarszego pokolenia istot rozumnych. Zgodnie z najnowszymi szacunkami ekspertów z NASA badających planety pozasłoneczne, 92 procent światów, na których może rozwinąć się życie, jest dopiero na etapie formowania się. Jeśli to prawda, kosmici dopiero zaistnieją i to na nas spoczywa obowiązek zainicjowania międzygwiezdnego kontaktu.

Kolejna hipoteza uznaje, że najbliżsi nam obcy mogą być na stopniu rozwoju niższym od naszego albo też (jak twierdzi Cox) popełnili oni cywilizacyjny błąd i unicestwili się. Mogło dojść do tego np. wskutek dewastacji środowiska naturalnego, wojny jądrowej albo użycia innych destrukcyjnych technologii. Innymi słowy, obcy, podążając podobną drogą rozwoju co my, mogli popełniać identyczne błędy.

Poszukiwanie rozwiązań paradoksu Fermiego nie wiąże się jednak wyłącznie z negowaniem istnienia inteligencji pozaziemskiej. Zwolennicy hipotezy, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, uznają, że obcy mogli skontaktować się z ludźmi u zarania dziejów albo sygnały od nich dotarły do Ziemi w dawnych czasach, kiedy nie byliśmy w stanie ich zarejestrować. Z kolei zdaniem astronoma Johna Balla, przedstawiciele obcej inteligencji mogą obserwować Ziemię niczym wielki rezerwat. Nie ingerują oni jednak w losy ludzkości, obawiając się, że mogłoby to zakłócić nasz naturalny rozwój.

„Możliwe, że obce cywilizacje istnieją i interesują się nami. Ich uczeni mogą nas nawet badać. Być może wydajemy im się ciekawi. (…) Mogą nas zatem dyskretnie obserwować, ale się nie mieszają” – pisał Ball, który nazwał swą koncepcję „hipotezą zoo”.

Inne wyjaśnienia paradoksu Fermiego tłumaczą brak kontaktu tym, że kosmici, szczególnie ci na wysokim stopniu rozwoju, mogą się nami nie interesować i nie widzą konieczności wchodzenia z Homo sapiens w interakcje z tego samego powodu, dla którego ludzkość nie pertraktuje z królowymi mrówek czy pszczół. Równie dobrze kosmici mogą zwlekać z ujawnieniem swojej obecności do konkretnego momentu, a takim może być wejście naszej cywilizacji na wyższy stopień rozwoju i opanowanie technologii lotów międzygwiezdnych. Niewykluczone też, że obcy cały czas próbują się z nami skontaktować, ale nie jesteśmy w stanie odebrać ich sygnałów (mogą oni wykorzystywać metody dużo bardziej zaawansowane od komunikacji radiowej). Równie dobrze mogą oni ciągle demonstrować swą obecność, ale my nie pojmujemy ich mentalności ani zamiarów. Przykładowo, jeden z pierwszych ufologów, mjr Donald Keyhoe twierdził, że fala obserwacji latających talerzy po II wojnie światowej była manifestacją nadzorującej nas obcej inteligencji w reakcji na użycie przez ludzkość broni jądrowej.

– Kosmici chcieli w ten sposób dać nam coś do zrozumienia, bezpośrednio nie ingerując – tłumaczył Keyhoe.

Podsumowując, nawet jeśli kosmos milczy, nie musi to oznaczać, że obcy nie istnieją lub wymarli, jak uznaje Cox. Jakkolwiek by patrzeć, ludzkość nie jest przecież rasą zdobywców uniwersum. Mimo lotów na Księżyc i zaglądania w głąb kosmosu dzięki teleskopom orbitalnym, o wszechświecie, w tym naszej galaktyce liczącej ok. 400 mld gwiazd, wiemy ciągle zaskakująco mało. Śladów obcych poszukujemy z kolei dopiero od kilkudziesięciu lat. W kosmicznej mierze czasu to tyle, co nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *