Atomowy paparazzi

W latach 40-tych ubiegłego wieku Komisja Energii Atomowej USA zleciła skonstruowanie aparatu fotograficznego zdolnego uchwycić pierwsze chwile powstawania eksplozji atomowych.

Atomowy paparazzi
Atomowy paparazzi

Zadanie było bardzo skomplikowane. Pamiętajmy, że technologia elektroniczna była wówczas w powijakach, a trzeba było zrobić zdjęcie w milisekundy po detonacji bomby. Potrzeba było bardzo krótkich czasów naświetlania, bo w ułamku sekundy wszystko zamieniało się w wielką kulę ognia. „W mgnieniu oka” – to o wiele za długo, bowiem mrugnięcie okiem trwa około 300 milisekund. Tutaj potrzebne były czasy o sto tysięcy razy krótsze. Kolejny problem to uniknięcie skutków eksplozji, ale z tym uporano się szybko, wykonując fotografię ze znacznej odległości.

Zlecenie wykonała firma Edgerton, Germeshausen & Grier, a nowy aparat fotograficzny wynalazł Harold Edgerton. Swoje dzieło nazwał rapatronic. Aparat Edgertona był w stanie osiągnąć czas ekspozycji do 20 nanosekund. Żadna tradycyjna mechaniczna migawka nie mogła się zbliżyć do takich osiągnięć.

Jeden rapatronic był w stanie zrobić tylko jedno zdjęcie, więc do fotografowania wybuchu jądrowego ustawiano ich kilka obok siebie i wyzwalano w krótkiej sekwencji. Na załączonym zdjęciu widzisz obraz wybuchu jądrowego uchwycony w niecałą tysięczną sekundy po rozpoczęciu reakcji łańcuchowej. Obiekt na zdjęciu ma rozpiętość około 20 metrów.

Share